Może i masz rację, że nie powinnam wkładać ich do klatki nawet na chwilkę, ale nie mogłam patrzyć jak za sobą tęsknią, jak wciskają noski między kratki, żeby móc się poczuć, powąchać, dotknąć ... Nie mogłam na to patrzeć, może źle zrobiłam, że uległam, ale nie mogłam na nie patrzeć ...
Trzeba było po prostu bardzo, bardzo blisko postawić klatki. Niestety, musisz wziąć na siebie odpowiedzialność za mamę i tatusia. A kiedy będzie to możliwe wykastruj ojca....
Wtedy będziesz miec pewnośc, że moga przytulac się bez konsekwencji
Ah, no i odradzam wspólne wybiegi... z powodów oczywistych.
Ale teraz już jest ponad dwa tygodnie od porodu, wiec juz razem mieszkają, bo pisaliście na forum, że rodzice muszą być osobno przez 10dni, a u mnie były dwa tygodnie, więc od dwóch nocy są już razem
Na kastracje jestem już zdecydowana, ale nie mogę znaleźć weterynarza, a na forum póki co nikt mi nie odpisał odnośnie weta w Łodzi
Znam dobrego weta i tam chodziłam z szylkami jak miały biegunkę, ale on mi powiedział, że kastrują szylki tylko jeśli jest zagrożenie życia szyla, np.rak jonder, natomiast nie kastrują na życzenie właściciela, bo powiedzieli, że szylki są bardzo wrażliwe na narkoze i mogłyby się nie wybudzić
Bo taka jest niestety prawda. Ale jesli nie chcesz szylek rozdzielać to niestety musisz podjąć ryzyko. Szkoda, by samica zachodziła w kolejne ciąże, a tak zapewne by się stało.
Imiona szynszyli: Mała, Śnieżek
---:: mówie Wam ale wariatkowo :) Pomógł: 1 raz Wiek: 30 Dołączył: 31 Lip 2009 Posty: 20 Skąd: Elbląg / Warszawa
Wysłany: 2010-07-18, 21:20
Witam serdecznie, Mała urodziła w poniedziałek 12 07 a w środę wykastrowałem samca (Śnieżek) teraz siedzą w osobnych klatkach, 3 cm od siebie, matka z dwojgiem maluchów. Wypuścilem ich na pokój ale to był błąd bo matka jak meserszmit za samcem biegala i go (tak mi się wydaje) gryzła za co poszla do klatki. Czy mogę na czas biegania matki wsadzić ojca do małych bez obawy ze coś im zrobi?
Jak poznac że po 10 dniach (lub więcej) nie dojdzie znów do gonitwy i gryzienia samca?
Boję się o młode bo są cudowne ale też o rodziców. Jak poznać że jest już miedzy nimi ok i jaki jest powód gonienia matki za ojcem? Czy w przypadku poporodowego łączenia szynszylek trzeba postępować tak samo jak przy łączeniu dokupioego szyszka?
Wiem wiele pytań zadałem i mam nadzieję że na nie odpowiecie ale jak wiadomo każdy boii się o swoje piękne i wspaniałe zwierzątka i stąd tyle pytań na raz. Dziękuje z góry za odpowiedzi i pomoc.
Imiona szynszyli: Miluszek, Bobulka w mojej pamięci Pomogła: 19 razy Wiek: 26 Dołączyła: 10 Gru 2009 Posty: 146 Skąd: Włocławek
Wysłany: 2010-07-19, 13:11
Samiec był kastrowany w środę, jeśli dobrze zrozumiałam. Nie znam się na tym, ale wydaje mi się, że za wcześnie próbujesz połączyć samca z samicą. Po pierwsze nie upłynęło jeszcze 10 dni, po drugie samiec jest po zabiegu (czy wszystko mu się wygoiło?), zresztą świeżo po zabiegu samiec jeszcze może zapłodnić samicę (przynajmniej tak pisano na forum). Trudno powiedzieć, czy samica przyjmie samca po owych 10 dniach i więcej. Może być tak, że cały proces oswajania będziesz musiał zacząć od początku (czyli podobnie, jak z łączeniem nowych osobników). Poznać, czy nie dojdzie do gryzienia, gonitwy można tylko w jeden sposób. Spróbować. Innego nie widzę. Co do wkładania samca do maluchów, nie wypowiadam się, bo nie wiem.
_________________ "Nie, jedynym dobrem jest nie istnieć, a jeśli się już istnieje, to być drzewem, kamieniem - mniej jeszcze: ziarnkiem piasku, które nie może spłynąć krwią pod stopami przechodniów" - "Germinal" E. Zola
Imiona szynszyli: Mała, Śnieżek
---:: mówie Wam ale wariatkowo :) Pomógł: 1 raz Wiek: 30 Dołączył: 31 Lip 2009 Posty: 20 Skąd: Elbląg / Warszawa
Wysłany: 2010-07-23, 21:22
minęło 11 dni odkąd samiec został wykastrowany, gdy wkładam go do klatki z maluchami (bez samicy) nie zwraca na nie uwagi i jest obojętny, matka natomiast nerwica, gdy jest na wybiegu któreś z nich i drugie zbliży się do klatki dzieją się niesamowite rzeczy. Biegać razem nie mogą niestety samica go gania i gryzie. Klatki są obok siebie ale to też nie jest dobry pomysł, dziś samica przez kratki ugryzła samca w palca, polała się krew. Niestety już za późno na wizytę u weterynarza. Mam nadzieje ze nic poważnego nie będzie. Chyba jestem skazany na dwie klatki Może ktoś z warszawy spotka się i pomoże "na żywo" może coś doradzi, bo jestem w kropce i to wielkiej.
Imiona szynszyli: Frania, Tosia Pomogła: 3 razy Wiek: 25 Dołączyła: 20 Sie 2009 Posty: 96 Skąd: Zalesie Górne
Wysłany: 2010-07-24, 09:33
Jesteś kolejną osobą, która się zmaga z takim problemem. Nikomu (włącznie ze mną) do głowy nie przyjdzie, że taką rozłąkę należy przeprowadzić bardzo ostrożnie. U mnie skończyło się to tak, że mam dwie klatki bez widoków na ponowne połączenie. Szukałam pomocy tu:
http://szynszyla.org/viewtopic.php?t=4023
A potem Chispa pisała tu:
http://szynszyla.org/viewtopic.php?t=4123
Samiec inaczej pachnie po zabiegu i samica go już nie akceptuje. Choć Ty masz okazy zdrowe, więc silne i samica nie powinna go traktować jako osobnika słabszego, którego trzeba wyeliminować.
Nie wiem, jak się sytuacja skończyła u Chispy. Może parki łatwiej się godzą.
Pisz, jak sprawa wygląda. Trzymam kciuki, bo moje dwie diablice razem być nie mogą, ale do siebie je ciągnie. Kończy się to krwawo. Teraz pewnie powinnam dokupić i jednej i drugiej po partnerce, żeby nie były samotne
Imiona szynszyli: Gieńka + Zenek = Franek i Józia
---:: Kryśka i Helka Pomógł: 7 razy Wiek: 25 Dołączył: 01 Wrz 2009 Posty: 140 Skąd: północ warmii
Wysłany: 2010-08-09, 16:06
czyli samca wyciąga się z klatki tylko po to, żeby nie zaciążył znów mamusi? a jak samiec jest wykastrowany? i jeśli szynszyle się kolegują, to mogą wszystkie z mamą i małymi zostać, czy zostawić tylko rodziców a resztę won?
czyli samca wyciąga się z klatki tylko po to, żeby nie zaciążył znów mamusi?
Tak
kisiel254 napisał/a:
a jak samiec jest wykastrowany?
może zostać, ale pierwsze 6-12 godzin musisz stale je obserwować. Jeśli samiec wykarze choćby cień agresji wobec małych - to won.
Może tez się okazać, ze samica broni młodych przed samcem i zostanie on zastraszony. Wtedy też lepiej je rozdzielić.
Znawczynią nie jestem, ale wiem, że bywa tak, że inne samice nie tolerują młodych dotychczasowej "przyjaciółki". Póki co bym je oddzieliła...
Ale to może niech moje twierdzenie poprze/obali ktoś bardziej doświadczony.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum